Eunuch przynosi szczęście

Milion eunuchów tańczy i śpiewa na indyjskich ulicach. Choć dawniej cieszyli się szacunkiem, dziś otacza ich pogarda. Coraz częściej żyją więc z wymuszania pieniędzy. Nieproszeni pojawiają się na każdym weselu, nie przegapią też żadnej uroczystości z okazji narodzin dziecka

Ramakand mówił, że będzie piękna, i nie przesadził. Gładka śniada skóra, ciemne oczy, długie włosy natłuszczone palonym olejem kokosowym, złoty kolczyk w lewym nozdrzu. Na wypielęgnowanych rękach tuzin pierścionków i bransoletek. Koniec pstrokatego sari zarzuciła na głowę, chroniąc się przed słońcem i natrętnymi spojrzeniami. Wiedziałem, kim jest, i pewnie dlatego starałem się dostrzec w niej coś nienaturalnego, niekobiecego. Może zarys kości policzkowych…

– Pisać o tobie „on” czy „ona”?
Nilofer odwróciła głowę i zgrabnie wysmarkała się na trawę, po czym milczała przez dobrą minutę. Czyżbym popełnił gafę? To moja pierwsza randka z eunuchem.
– Kogo widzisz, patrząc na mnie – odezwała się lekko zachrypniętym falsetem – mężczyznę czy kobietę?
– Hm, z pewnością nie mężczyznę.
– Jestem hidżra, co znaczy „ani mężczyzna, ani kobieta”. Ale widzisz kobietę, bo mam w sobie więcej pierwiastka żeńskiego niż męskiego. Pisz „ona”, tak będzie lepiej.

Nagle chwyciła moją dłoń i przysunęła się, przenikliwie zaglądając mi w oczy, aż poczułem ostrą woń cebuli z jej ust. – Czasem czuję się jak kwiat, którego nasienie złośliwy wiatr zasadził na wysypisku śmieci – wyszeptała teatralnym tonem. – Taki niepotrzebny, zagubiony, śmieszny. Czy kwiat ma płeć?

Amar umarł, narodziła się Nilofer

Nilofer-Amar jako dziewięcioletni chłopiec uciekł z domu na pendżabskiej wsi do Delhi. Pracował jako służący, ale – jak mówi – źle go traktowano. Zaprzyjaźnił się z eunuchami z sąsiedztwa, a ci sprzedali go jednemu ze swych guru. Amar mieszkał razem z hidżra i z czasem nabierał ich manier, coraz bardziej zmieniając się w Nilofer. Przemiana dopełniła się po trzech latach.

Którejś nocy siwowłosy guru obudził chłopca i wprowadził do mrocznego pokoju. Powietrze gęste było od aromatu kadzidełek. Pod ścianami, w cieniach rzucanych przez olejne lampki, siedziały skulone postacie. Guru podniósł jedną lampkę z ziemi i objął chłopca ramieniem, oświetlając jego twarz. Obaj wolnym krokiem obeszli pomieszczenie dookoła. – Czy zgadzacie się go przyjąć? – zapytał. Spod ścian odpowiedziały pomruki aprobaty. Odezwały się bębny, coraz szybciej wybijając głuchy, monotonny rytm.

Pośrodku pokoju umieszczono duży drewniany fallus, który obficie posmarowano olejem. Dwóch silnych ludzi chwyciło chłopca za ramiona i, nagiego już, wsadziło na pal. Bębny warczały jak szalone. Chłopiec zemdlał. W jednej z dłoni błysnęła brzytwa, szybkim cięciem pozbawiając go męskości.
– Amar umarł, narodziła się Nilofer – obwieścił guru. Wrzucił odcięte organy do ognia i wypluł na ranę przeżute liście betelu. Krew zmieszała się z ich sokiem i wąską strugą popłynęła po ziemi.

Klejnoty w szkatułce

Kastraci pojawili się w Indiach wraz z islamem. Słowo Proroka po raz pierwszy przywieźli tu w VII wieku Arabowie, a tysiąc lat później prawie cały subkontynent znalazł się pod panowaniem Wielkich Mogołów. Wykastrowani niewolnicy pilnowali haremów na mogolskich dworach. Bezpłciowość pozwalała im być łącznikiem między męską stroną dworu a stroną damską. Towarzyszyli też kobietom, jeśli musiały one wyjść na zewnątrz. Nosili turbany i męskie odzienie. Zanim zatrudniono eunucha, musiał on udowodnić swoją impotencję, zdarzało się zatem, że kastraci w szklanej szkatułce trzymali swe odcięte klejnoty celem prezentacji.

Eunuchowie pełnili też role służących, kucharzy, akuszerek i opiekunek dzieci, a także powierników. Najbardziej zaufanym królowie pozwalali nawet rządzić pod swoją nieobecność. Eunuch imieniem Basant dowodził w XVIII wieku armią jednego z władców. Z czasem posiadanie własnego eunucha stało się modne. W XIX wieku w arystokratycznych domach miasta Hajdarabad hidżra (określenie to pochodzi zapewne od perskiego hiz – zniewieściały, nieskuteczny) stanowili nawet 70 procent służby.

Dziś w miliardowych Indiach eunuchów jest około miliona, z czego sto tysięcy mieszka w Delhi. Na jednym tylko zlocie w mieście Baroda zbiera się ich co roku 50 tysięcy.

Tajemnice eunuchów

Nie jest łatwo dowiedzieć się czegoś o indyjskich eunuchach. Nikt nie zaprzecza ich istnieniu, ale zainteresowanie nimi nie leży w dobrym tonie. Wzmianka o hidżra budzi w najlepszym razie zaskoczenie, a zwykle odruch obrzydzenia, jakby rozmowa nagle zeszła na temat szczurów lub pijawek. Brak nawet oficjalnych danych na ich temat, bo formularze spisu ludności nie uwzględniają „trzeciej płci”.

Norman Penzer w latach 20. opisał system wstępowania do eunuszej „kasty” pawajów w prowincji Baroda. Nowicjusz dostawał kobiece imię i szaty, przekłuwano mu uszy; musiał też udowodnić swoją impotencję, na przykład leżąc nago obok prostytutki. Po kilku miesiącach następowała inicjacja – czyli kastracja, którą delikwent wykonywał własnoręcznie brzytwą. Przez następne trzy dni leżał na plecach bez ruchu i „trzydzieści funtów oleju sezamowego lano na jego okaleczoną część”. Przez kolejne dziesięć dni do rany przykładano liście babki i lecznicze płyny. Głównym pożywieniem pacjenta było masło. Po czterdziestu dniach od operacji uważany był za zdrowego, choć – jak pisze Penzer – „nierzadko kończyło się to śmiercią”.

Oprócz cięcia brzytwą, w Indiach znano jeszcze inną, powolną metodę kastracji: dookoła organów wiązano włos z końskiego ogona, zaciskając go co dzień ciaśniej, aż w końcu genitalia odpadały. Opisaną przez Nilofer inicjację na drewnianym fallusie nieliczni autorzy zajmujący się tym tematem interpretują jako akt „rozdziewiczenia” poprzez rozerwanie odbytu, a być może także przygotowanie do stosunków homoseksualnych.

Hidżra zazdrośnie strzegą swoich tajemnic. Milczą, może wierząc, że aura tajemniczości uchroni ich przed dalszym upadkiem. A nawet jeśli mówią, to nigdy nie wiadomo, ile jest w tym prawdy.

Wyrzuceni na margines społeczeństwa, skopiowali jego kastową strukturę, dzieląc się na grupy w zależności od aktywności seksualnej, sposobu zarabiania, pochodzenia, miejsca zamieszkania i tego, co pozostało im między nogami. Wykastrowani nie lubią niewykastrowanych, uważając ich za przebierańców. Ci z dobrych domów gardzą tymi z ulicy. Tancerze odcinają się od prostytutek.

Mają swoje rewiry i zazdrośnie strzegą stref wpływów – kilka lat temu w wojnie gangów w mieście Bhopal zginęło kilkudziesięciu eunuchów. Nigdy nie korzystają z powszechnego wymiaru sprawiedliwości, polegając na własnych sądach. Mają też swoje fundusze emerytalne i kasy chorych, do których wpłacają co piątą zarobioną rupię. Dzięki temu ponoć żaden eunuch na starość nie głoduje. Na czele każdej społeczności stoi guru i „rada starszych”. Każdy hidżra ma swojego mistrza, po którym dziedziczy.

Atmosfera tajemniczości otacza pogrzeby eunuchów. Dwaj wynajęci grabarze w białych maskach ładują w nocy zawinięte ciało na wózek i wiozą je na muzułmański cmentarz. Nie ma procesji ani żałoby, o śmierci wie tylko „rodzina”. Krążą plotki, że hidżra podrzucają ciała swoich zmarłych do innych świeżych grobów.

Wynocha, zboczeńcu!

Trudno było o gorsze miejsce na spotkanie niż Connaught Place – coś pomiędzy parkiem a megatrawnikiem we wnętrzu wielkiego ronda w centrum Delhi. Samotne kobiety narażone są tu na zaczepki niekoniecznie samotnych mężczyzn, a do zagranicznego turysty natychmiast ustawia się kolejka żebraków, pucybutów, czyścicieli uszu, przepowiadaczy przyszłości, sprzedawców czego-tylko-chcesz i wszelkiej maści pomocników. Ale biały człowiek w towarzystwie eunucha – to dopiero gratka! Tłum dookoła gęstniał z minuty na minutę.

– Wynocha, zboczeńcu!
– Czego chcesz od zagranicznego gościa? Pan nic mu nie płaci, oni zawsze kłamią, naciągacze.
– Hej, mister, ja znać dobry hotel cisza spokój i bara-bara z eunuchem!

Przez paletę lubieżnych uśmiechów betelowo-czerwonych zębów i gniewnych gestów w niegdyś białych podkoszulkach przebiła się spóźniona gęba Ramakanda. Delhijski cwaniak i anarchista chwycił nas pod ręce i wpakował do autorikszy. W kłębach spalin mknęliśmy – jak powiedział – do matki Nilofer.

Kajal złożona w ofierze

Matka Nilofer okazała się 50-letnim eunuchem o imieniu Kajal. Siedziała na klepisku swojej klitki i kroiła rzepę. Jak na dzielnicę slumsów, mieszkanie Kajal to prawie apartament: miało murowane ściany i blaszany dach. Z sufitu zwisał długi drut zakończony żarówką, na półkach z zardzewiałego kątownika tłoczyły się rzędy puszek i słoików, a w kącie grał mały telewizor. Małpa na smyczy trzymała pilota.

Trzydzieści rupii przekonało Kajal, by opowiedziała swoją historię.

– Urodziłam się w biednej rodzinie – zaczęła z eunuszym zaśpiewem, podkreślając każde zdanie gestami rodem z ulicznego teatru. – Miałam czworo braci i trzy siostry. Byłam chłopcem, ale zachowywałam się inaczej: bawiłam się z dziewczynkami, pożyczałam zabawki i sari od sióstr. Ojcu się to nie podobało, bił mnie i głodził, a sąsiedzi wytykali palcami. Kiedy miałam sześć lat, w wiosce pojawili się hidżra. Rozmawiali z moimi rodzicami, a potem zabrali mnie ze sobą.
W Indiach, kiedy rodzi się kulawe cielę, zostaje złożone w ofierze bogom. Podobnie kiedy rodzi się impotent albo osoba o nienormalnej seksualności, ofiarowuje się ją eunuchom.

– Dziś widzę, że to było najlepsze wyjście – powiedziała Kajal. – Hidżra opiekowali się mną lepiej niż moja prawdziwa rodzina. U nich odnalazłam swoje miejsce, zostałam zaakceptowana. Nie chodziłam głodna, nie musiałam się martwić, jak zarobić na życie.

Kajal przez 15 lat mieszkała w domu eunuchów, którzy zabrali ją od rodziny. Potem „wyszła za mąż” (za mężczyznę), by po kilku latach znaleźć się w innej komunie hidżra w Delhi. (Porzucona? Owdowiała? Odeszła z własnej woli? Kajal nie chce mówić o swoim małżeństwie). Tam zaopiekowała się Nilofer – tak jak matka opiekuje się przybraną córką.

Drogi Nilofer i Kajal rozeszły się. „Córka” wciąż żyje w komunie w Starym Delhi; „matka” mieszka sama, ale wspólnie z kilkoma innymi eunuchami zarabia tańcem i śpiewem na rodzinnych uroczystościach. Kajal z dumą mówi, że jest szefem grupy.

– Żyję biednie, ale jestem bardzo szczęśliwa – zapewnia. – To są moje dzieci – śmieje się, głaszcząc małpkę i przytulając do policzka białą kurę.

Eunuch wie wszystko

Żyją najczęściej z wymuszania pieniędzy, wpisując się jednak nie w kronikę kryminalną (choć i to się zdarza), ale w tradycję. Nieproszeni, bezbłędnie pojawiają się na każdym weselu, nie przegapią też żadnej uroczystości z okazji narodzin dziecka. Jak to robią? Ponoć mają swój prywatny wywiad. Docenia to nawet policja, która używa hidżra jako informatorów. – Eunuch będzie wiedział, że moja żona jest w ciąży, zanim ja się o tym dowiem – śmieje się Ramakand. – Ba, ona sama może jeszcze o tym nie wiedzieć!

Po wtargnięciu zespół eunuchów rozpoczyna występ: w rytm bębenków i tamburynów tańczą w stylu przypominającym kiepską parodię flamenco. „Och, matko, nigdy nie będziemy mieli dzieci – zawodzą – więc przyszliśmy pobłogosławić twoje dziecko i życzyć mu szczęścia”.

– Odwiedzamy domy tylko z radosnych okazji – tłumaczy Kajal. – Nasze życie jest tak smutne, że nie chcemy być częścią żadnego nieszczęścia.

W Indiach wierzy się, że jako upośledzeni przez los, hidżra mają zdolność ściągania na siebie nieszczęść, które los przeznaczył dla noworodków i młodych par, a jako istoty bezpłodne, mogą uczynić ich zdolnymi do urodzenia „stu synów”. Dotyczy to wyłącznie prawdziwych eunuchów i gospodarze uroczystości mają prawo sprawdzić, czy artyści są rzeczywiście kastratami, a nie przebierańcami.
Usługa oczywiście odpowiednio kosztuje. Jedni płacą, chcąc jak najszybciej pozbyć się kłopotliwych gości, inni – bo lepiej nie kusić losu. Odmowa zapłaty żądanej sumy grozi karczemną awanturą.

Ślubów i narodzin najwyraźniej nie starcza, by wyżywić hordy eunuchów. Ich grupki regularnie krążą po ulicach, zbierając „podatek” od handlarzy, hotelarzy i przypadkowych przechodniów. Nierzadko przypomina to zwykłe chuligaństwo.
„Eunuchy są coraz bardziej agresywne w wymuszaniu pieniędzy – alarmuje bombajski tygodnik >>Colaba Express<<. – Filmy przedstawiają ich życie w sentymentalny sposób, ale w rzeczywistości to bardziej sprawcy przestępstw niż ofiary. Najwyższy czas, by zajęła się nimi policja”.

Typowa przykrość spotkała pewną parę w pociągu do Bombaju. Do przedziału wtargnęła grupa eunuchów, obsypując ich pochlebstwami i domagając się w zamian pieniędzy. Chłopak dał im 10 rupii, ale hidżra uznali, że to za mało. Jeden z nich podwinął sari i obnażył się.

Do podobnych scen dochodzi w środku dnia na ulicach dużych miast. Konto eunuchów obciążają też drobne kradzieże, a nawet próby gwałtów na młodych mężczyznach.

Ostatnio znaleźli nowe ofiary: przetrząsają krzaki w poszukiwaniu par, które wskutek trudnej sytuacji lokalowej tam postanowiły spełnić swoją miłość – i żądają okupu za zostawienie ich w spokoju.

I bóg został kobietą

Choć kastraci pojawili się w Indiach wraz z islamem, hidżra lubią uzasadniać swoje istnienie, cytując epizody z Ramajany i Mahabharaty, dwóch starożytnych poematów hinduizmu. Jednak w tamtych dawnych czasach mianem „hidżra” określano raczej hermafrodytów, impotentów i męskie prostytutki (dziś zresztą także wrzuca się ich do worka z napisem „eunuch” razem z kastratami).

Ramajana opowiada, jak to tłum mieszkańców miasta Ajodhia odprowadzał udającego się na wygnanie boga Ramę. Na skraju lasu Rama odwrócił się i powiedział: „mężczyźni i kobiety, zawróćcie”. Kiedy wracał tą samą drogą po 14 latach, zobaczył, że hidżra wciąż tam stoją, bo nie czuli się ani mężczyznami, ani kobietami. Rama pobłogosławił ich i powiedział, że odtąd będą żyć z pracy innych.
Każdy przesąd w Indiach ma swoje umocowanie w mitologii: eunuchowie przynoszą szczęście, bo służyli bogom w walce ze złem. Jeden z bohaterów Mahabharaty – Aravan, godzi się poświęcić swoje życie, a przed śmiercią pragnie tylko jednego: ożenić się. Tylko że żadna kobieta nie chce zostać wdową. Bóg Kryszna przybiera więc kobiecą postać, by pojąć bohatera za męża.

Dla eunuchów Aravan jest bogiem, gdyż poślubił Krysznę, wiedząc, że jest on mężczyzną. Co roku podczas kwietniowej pełni księżyca w jego świątyni na południu Indii odbywa się zlot eunuchów, którzy uczestniczą w symbolicznej ceremonii poślubienia Aravana. Po kilku dniach palą jego figurkę na stosie pogrzebowym i zostają „wdowami”.

Jako mąż i żona

Pogarda, z jaką hidżra spotykają się w indyjskim społeczeństwie, po części wynika z jego nietolerancji i hipokryzji, skrytej pod przykrywką wiktoriańskiej moralności (homoseksualizm jest zabroniony, ale częste współżycie dwóch chłopców przed założeniem rodzin spotyka się z milczącą aprobatą). Z drugiej strony – niektóre zwyczaje i zachowania eunuchów byłyby możliwe do przełknięcia chyba tylko w San Francisco.

Część „żeni się” między sobą. Wtedy „mąż” zarabia, a „żona” utrzymuje dom. Po kilku miesiącach może nastąpić zamiana ról. Czasem takie pary wychowują adoptowane dzieci.

Również mężczyźni żenią się z eunuchami. Tygodnik „India Today” znalazł w Delhi 19 takich par, w tym kilka trójkątów. Skomplikowanie niektórych związków przyprawia o ból głowy.

Mohammed 14 lat temu postanowił zostać kobietą o imieniu Seema – za pomocą szminki, nie brzytwy. Seema poślubiła innego Mohammeda, któremu pozwoliła pojąć drugą, normalną żonę, by – jak tłumaczy – mógł mieć dzieci.

Shamim zarabia na życie jako eunuch, tańcząc na rodzinnych uroczystościach, choć między nogami niczego mu nie brakuje. Przed laty Shamim wyszedł za mąż za mężczyznę, a ostatnio ożenił się z córką sąsiada. Teraz mieszkają we troje.
Idris z kolei „zmienia płeć” kilka razy w miesiącu, dzieląc czas między swoją żonę w Delhi i męża w mieście Mathura.

Zdarzają się, choć coraz rzadziej, przypadki uprowadzania chłopców do komun hidżra. Jeden z porwanych i siłą wykastrowanych po latach zdołał uciec i pozwał swoich prześladowców do sądu. Dostali po pięć lat więzienia. Zwykle jednak takie przypadki nie wychodzą na jaw. Ofiary przyzwyczajają się do życia wśród eunuchów, po kastracji nie mają zresztą większego wyboru, gdyż uciekając, ryzykowaliby społeczny ostracyzm.

Takie przypadki, choć marginalne, budują mur uprzedzeń. Niektórzy próbują go zburzyć. W Patnie, stolicy najbiedniejszego indyjskiego stanu Bihar, w roku 1993 hidżra założyli szkołę. Dzięki znajomościom wśród lokalnych polityków (również ich bawią podczas świąt) dostali grunt od państwa. Czworo z sześciorga nauczycieli to kastraci. Szkołę utrzymują z własnych zarobków: śpiewając i tańcząc. Mimo że oferują darmową naukę plus książki i posiłki, przekonanie rodziców, by posłali tam swoje pociechy, zajęło kilka lat. Dziś niektórzy rodzice mówią nawet, że od eunuchów dostali więcej niż od rządu.

Kiedy bajka się skończyła

Indie przełomu tysiącleci. Nie ma już haremów. Wulgarnie wymalowane, zakażone HIV-em prostytutki tłoczą się w klatkach przy bombajskiej Falkland Road. Maharadżowie dożywają swoich dni z państwowej emerytury; ich rodowe srebra, jeśli nie zostały skradzione, pokryła patyna, a meble kurz.
Koniec pewnego rozdziału historii skazał eunuchów na wymarcie.
W roku 1884 Brytyjczycy ustanowili prawo, w którym przestępstwem stało się paradowanie po ulicy w kobiecych szatach, obnażanie się oraz zaczepianie ludzi oraz homoseksualizm. Eunuchami zajęła się policja.

Arystokraci stwierdzili nagle, że kastraci w domu przynoszą pecha, być może bojąc się, że dzieci nabiorą ich manier. Zaczęli więc pozbywać się hidżra i najmowali zamiast nich kobiety-służące.

Eunusi wyszli z mody. Jedyne, co zostało im z przeszłości, to trochę pożółkłych zdjęć i dokumentów pachnących starymi, dobrymi czasami – nadania praw ziemskich, umowy o pracę. I jeszcze tradycyjne nazwy klanów używane jako nazwiska: Bedszahwalla, jak nazywają się ci pochodzący z dworu królewskiego, i Wezyrwalla – z dworu ministra.

Więc jak to się dzieje, że milion eunuchów tańczy dziś i śpiewa na indyjskich ulicach? Przeżyli swoją bajkę, choć dawny splendor zastąpiła bieda i pogarda. Wyrzuceni na głęboki margines społeczeństwa, tam właśnie odnaleźli się, zaakceptowani w nowej roli. Struktura kastowa Indii, na pierwszy rzut oka okrutna, nikogo nie pozostawia bez poczucia sensu istnienia i nadziei na odrodzenie w doskonalszej formie. Każda sierota historii znajdzie tu swoje miejsce.

***

– A teraz coś z zupełnie innej beczki – zapowiedział Ramakand.

W drzwiach eleganckiego apartamentu w Delhi wylewnie wita nas łysiejący transwestyta bez peruki i makijażu. 39-letnia Sylwia jest ponoć najbardziej znanym gejem w Indiach. Ma sieć salonów piękności w Delhi, Dubaju i Katmandu, jest też aktorką i modelką, ale przede wszystkim „obraca się” w towarzystwie.

Sylwia przedstawia gości: – To moje siostry, tam koledzy, ci dwaj to kochankowie, a ci służący, też zresztą niczego sobie… A propos: jesteś homo czy hetero?
Na ścianach zdjęcia, na niektórych Sylwia w niczym nie różni się od kobiety.
Ja – że piszę o eunuchach, a ona – że nie ma z nimi nic wspólnego. – Sytuacja gejów w Indiach zmienia się – mówi. – W telewizji są seriale o gejach, są stowarzyszenia, kluby. W Indiach nie ma seksualności w zachodnim rozumieniu i dlatego na przykład nie można powiedzieć, że jest tu dużo biseksów, choć dla Europejczyka tak by to wyglądało. I jest hipokryzja – żaden z producentów filmowych nie przyzna się, że jest gejem, a są wszyscy. Coś o tym wiem.

– Urodziłam się kobietą, ale z tym czymś między nogami – wzdycha. – Kiedyś myślałam, czy się tego nie pozbyć, ale teraz jestem na to za stara. Zresztą jeśli Bóg uczynił kogoś gejem, to powinien nim pozostać. Kobiet jest dużo na świecie. Poza tym operacja strasznie boli, a geje i bez tego cierpią wystarczająco dużo.
Sylwia opowiada, że miała męża i dwoje adoptowanych dzieci. Związek się rozpadł. Potem się raz zakochała, ale nic z tego nie wyszło. – Może byłam zbyt zraniona? – zamyśla się. – Ale nie sypiam sama. Wszyscy moi kochankowie to heteroseksualiści. Nie uwierzysz, ale nawet Ramakand ma na mnie ochotę! – Sylwia trzepocze rzęsami. Ramakand wzdycha w niemym potwierdzeniu. Ja dopijam piwo.

– Jak następnym razem będziesz w Delhi – mówi na pożegnanie Sylwia – koniecznie wpadnij do mojego salonu. Uczynię cię pięknym.

W tekście wykorzystano informacje z książki Zii Jaffrey „The Invisibles”

Robert Stefanicki

Magazyn „Gazety Wyborczej”, 19.10.2000

error: Content is protected !!